Bardzo Was przepraszam za moje milczenie, ale wtrąciła się siła wyższa i joaaa nie miała netu.
A właściwie to nie siła wyższa, tylko to małe rude, które mieszka w domu ze wszystkimi psami. Pachnie i wygląda jak kot, ale zachowuje się jak pies, więc właściwie nie wiem kim toto jest.
Niby miękkie i wąsate, ma małe, miękkie łapki i dłuuuuugi ogon, no i miauczy. I dostaje kocie żarcie, które joaaa specjalnie mu kupuje. Czyli kot!
Ale z drugiej strony przychodzi na gwizdanie i wybiega do ogrodu razem z innymi moimi braćmi, i bawi się z nimi w gonionego. Aha i jeszcze umie robić slalom na polecenie. I śpi razem z innymi psami w psich posłaniach.
Czyli pies!
Sam już nie wiem...
A Wy co myślicie?
Na razie tyle przykładów jego zachowania.
No więc to Małe Rude po raz kolejny zrzuciło laptopa z biurka i zepsuło kabelek. I teraz musimy pisać na dużej maszynie, którą najpierw joaaa musiała podłączyć i coś tam wgrywać.
Dlatego taka długa przerwa.
Ono wszystko psuje i zrzuca, taką już ma naturę. Ile talerzy i kubków już potłukło, o szkle nie wspomnę.
I jeszcze znaczy swoim zapachem psie posłania. Świntuch!!!
No i właśnie, wszystko przez niego!
Tak się o nim rozpisałem, że na nic innego nie starczy mi czasu. Muszę iść i pilnować, bo ma przyjechać pan do naprawy pralki. Więc ktoś musi na niego uważać.
Ściskam Was Wszystkich!
wtorek, 13 marca 2012
sobota, 3 marca 2012
moje nowe życie...
Nazywam się Dżek, ale wolę imię Dżin, bo joaaa mówi, że mam takie wschodnie oczy...
Może zacznę od początku.
Od początku mojego nowego życia, które dostałem w prezencie od Ori i Dobrych Ludzi, którzy zabrali mnie z Korabiewic, gdzie mieszkałem bardzo długo. Nawet już nie pamiętam jak długo i skąd się tam wziąłem...
Ori założyła Fundację "Dom Tymianka" żeby pomagać takim jak ja, których nikt już nie chce, bo się znudziliśmy, albo jesteśmy już za starzy, albo chorzy i nasz człowiek, któremu służyliśmy wiernie i kochaliśmy go z całych sił pozbył się nas, wyrzucając jak śmiecie w lesie, albo na polu.
Ci, którzy mieli "szczęście" trafili do schroniska, inni umarli z głodu, albo zginęli pod kołami maszyn, którymi jeżdżą ludzie.
Ja miałem szczęście, trafiłem do Korabiewic. Chociaż czasami było głodno i chłodno...
Ale teraz miałem drugie szczęście, dzięki Ori i Dobrym Ludziom, którzy jej pomagają, dostałem szansę na nowe jutro.
A zaczęło się tak:
"W sobotę Ori razem z Panem Tymianka zawieźli mnie do nowego miejsca.
"Pod bokserami" - głupia nazwa!
Co prawda mieszkają tu cztery krótkopyskie , ale żeby zaraz na ich cześć nazywać dom?!...
Rozumiem, jakby nazywał się "pod owczarkami", a najlepiej "pod owczarkiem kaukaskim", ale bokser?!!
Twarz ma taką, jakby zderzył się ze ścianą, prawie wcale nie ma sierści, więc trzeba go ubierać i trzymać w domu. O pilnowaniu nie ma mowy, lata tylko w kółko i nosi patyki. To ma być pies?! Ale to to takie rozważania, trudno, niech będzie i "Pod bokserami".
Najważniejsze, że tutaj jest inaczej niż wszędzie gdzie byłem. Mam wielką budę z przedsionkiem i dużo słomy. W drzwiach joaaa powiesiła koc, na początku nie wiedziałem, że mogę przez niego przejść, ale teraz już wiem, że nic mnie nie złapie, a koc zamyka się za mną jak ludzkie drzwi.
I mam dużo jedzenia. Co prawda nie daje mi tyle ile mógłbym zjeść, ale coś gada, że to dla mojego dobra, żebym nie dostał skrętu, ani niczego innego.
Jaki skręt, jak żyję, nie słyszałem o czymś takim, ale dobra, głodny nie jestem, chociaż nie pogardziłbym jeszcze odrobiną...
Ale wiadomo, zdrowy pies zawsze może zjeść.
Jeżeli mam dobre mieszkanie i dużo jedzenia, to wiadomo, że jako porządny pies muszę na to zapracować.
Więc pilnuję, szczekam, patroluję. Dzielę się obowiązkami z dwojgiem kolegów, którzy mieszkają w budzie obok.
Co prawda joaaa mnie wzięła, bo Ori powiedziała, że ja jestem cichy i zgodny.
No bo po co miałem się wysilać, czego pilnować?...
A psom, które mieszkają w domu też muszę pokazać, że teraz ja tu mieszkam.
Co z tego, że mam siwą twarz, ale niejednemu jeszcze pokażę, gdzie jego miejsce!
Dziękuję Ori i Dobrym Ludziom, że mogłem tu przyjechać z Korabiewic, bo nie wiedziałem, że tak może być.
I tak nieśmiało zaczynam myśleć, że może kiedyś spotka mnie coś więcej..."
A tak wyglądałem jak przyjechałem tutaj:
A takie myśli przyszły mi jeszcze do głowy na samym początku:
"Tak sobie myślę, że ja mam tu dobrze, ciepło, joaaa mnie głaszcze, a ja ją chyba lubię. Nawet zacząłem biegać, żeby się trochę rozruszać.
Ale tylu moich braci zostało w Korabiewicach, czy oni tez doczekają takich chwil jak ja?...
Tylko Ori chyba nie ma pieniędzy, żeby wszystkich uratować...
Przecież ci najsłabsi i najstarsi często są chorzy. I potrzebują oprócz miejsca i jedzenia, też leków, i wizyt u lekarza. :(
A potem jeszcze sobie pomyślałem, że przecież jeżeli Dobrzy Ludzie pomogli zabrać mnie, to może inni pomogą Ori zabrać moich braci.
Proszę, nie zostawiajcie ich tam! Szczególnie tych starszych, którzy nie mają szans na wyjście.
Bo przecież takich staruszków jak ja nikt nie chce...
Mówią, że zaraz umrzemy, więc po co nas zabierać...
A my jeszcze tyle możemy, tylko dajcie nam szanse."
Może zacznę od początku.
Od początku mojego nowego życia, które dostałem w prezencie od Ori i Dobrych Ludzi, którzy zabrali mnie z Korabiewic, gdzie mieszkałem bardzo długo. Nawet już nie pamiętam jak długo i skąd się tam wziąłem...
Ori założyła Fundację "Dom Tymianka" żeby pomagać takim jak ja, których nikt już nie chce, bo się znudziliśmy, albo jesteśmy już za starzy, albo chorzy i nasz człowiek, któremu służyliśmy wiernie i kochaliśmy go z całych sił pozbył się nas, wyrzucając jak śmiecie w lesie, albo na polu.
Ci, którzy mieli "szczęście" trafili do schroniska, inni umarli z głodu, albo zginęli pod kołami maszyn, którymi jeżdżą ludzie.
Ja miałem szczęście, trafiłem do Korabiewic. Chociaż czasami było głodno i chłodno...
Ale teraz miałem drugie szczęście, dzięki Ori i Dobrym Ludziom, którzy jej pomagają, dostałem szansę na nowe jutro.
A zaczęło się tak:
"W sobotę Ori razem z Panem Tymianka zawieźli mnie do nowego miejsca.
"Pod bokserami" - głupia nazwa!
Co prawda mieszkają tu cztery krótkopyskie , ale żeby zaraz na ich cześć nazywać dom?!...
Rozumiem, jakby nazywał się "pod owczarkami", a najlepiej "pod owczarkiem kaukaskim", ale bokser?!!
Twarz ma taką, jakby zderzył się ze ścianą, prawie wcale nie ma sierści, więc trzeba go ubierać i trzymać w domu. O pilnowaniu nie ma mowy, lata tylko w kółko i nosi patyki. To ma być pies?! Ale to to takie rozważania, trudno, niech będzie i "Pod bokserami".
Najważniejsze, że tutaj jest inaczej niż wszędzie gdzie byłem. Mam wielką budę z przedsionkiem i dużo słomy. W drzwiach joaaa powiesiła koc, na początku nie wiedziałem, że mogę przez niego przejść, ale teraz już wiem, że nic mnie nie złapie, a koc zamyka się za mną jak ludzkie drzwi.
I mam dużo jedzenia. Co prawda nie daje mi tyle ile mógłbym zjeść, ale coś gada, że to dla mojego dobra, żebym nie dostał skrętu, ani niczego innego.
Jaki skręt, jak żyję, nie słyszałem o czymś takim, ale dobra, głodny nie jestem, chociaż nie pogardziłbym jeszcze odrobiną...
Ale wiadomo, zdrowy pies zawsze może zjeść.
Jeżeli mam dobre mieszkanie i dużo jedzenia, to wiadomo, że jako porządny pies muszę na to zapracować.
Więc pilnuję, szczekam, patroluję. Dzielę się obowiązkami z dwojgiem kolegów, którzy mieszkają w budzie obok.
Co prawda joaaa mnie wzięła, bo Ori powiedziała, że ja jestem cichy i zgodny.
No bo po co miałem się wysilać, czego pilnować?...
A psom, które mieszkają w domu też muszę pokazać, że teraz ja tu mieszkam.
Co z tego, że mam siwą twarz, ale niejednemu jeszcze pokażę, gdzie jego miejsce!
Dziękuję Ori i Dobrym Ludziom, że mogłem tu przyjechać z Korabiewic, bo nie wiedziałem, że tak może być.
I tak nieśmiało zaczynam myśleć, że może kiedyś spotka mnie coś więcej..."
A tak wyglądałem jak przyjechałem tutaj:
A takie myśli przyszły mi jeszcze do głowy na samym początku:
"Tak sobie myślę, że ja mam tu dobrze, ciepło, joaaa mnie głaszcze, a ja ją chyba lubię. Nawet zacząłem biegać, żeby się trochę rozruszać.
Ale tylu moich braci zostało w Korabiewicach, czy oni tez doczekają takich chwil jak ja?...
Tylko Ori chyba nie ma pieniędzy, żeby wszystkich uratować...
Przecież ci najsłabsi i najstarsi często są chorzy. I potrzebują oprócz miejsca i jedzenia, też leków, i wizyt u lekarza. :(
A potem jeszcze sobie pomyślałem, że przecież jeżeli Dobrzy Ludzie pomogli zabrać mnie, to może inni pomogą Ori zabrać moich braci.
Proszę, nie zostawiajcie ich tam! Szczególnie tych starszych, którzy nie mają szans na wyjście.
Bo przecież takich staruszków jak ja nikt nie chce...
Mówią, że zaraz umrzemy, więc po co nas zabierać...
A my jeszcze tyle możemy, tylko dajcie nam szanse."
Subskrybuj:
Posty (Atom)